wartość skarbu

Skarb, który wpadł w moje ręce – przypadkowo i nieoczekiwanie – codziennie nabiera większej wartości. Codziennie trudniej o niego zadbać, codziennie jednak wartość jego dla mnie rośnie … czasami tylko łzy bezsilności wyciska z oczu, bo mimo starań nie udaje się ochronić go przed nieprzewidywalnością świata i złożonością zdarzeń … ale staram się być wystarczająco dobrym opiekunem dla skarbu.

urodzinowo

12 lat. Nie chce być inaczej. Ani mniej ani więcej. Przez te 12 lat Marta z niemowlaka zmieniła się w dziewczynkę, a teraz z mienia się w kobietkę 🙂 – ciekawie jest to obserwować, czasami trudno temu podołać, aby towarzyszyć jej w tym wzrastaniu. Towarzyszyć, a nie udupiać. Marta, Marcia, Marteczka, Tuśka. Na zawsze będzie symbolem nagłego, nieoczekiwanego i trudnego tym samym, zwrotu akcji w moim życiu (i to nie jednego!). Zwrotu, który wychodzi nam na dobre 😉 w dłuższej perspektywie.

jak bateria słoneczna

Jak dobrze, że słońce wróciło do dziennego harmonogramu 🙂
Tyle energii daje mi światło słoneczne.
Jestem jak bateria słoneczna. Zeszły tydzień poważnie nadwyrężył moje zasoby.
Od wczoraj chłonę słoneczną energię.
Ładuję akumulatory – słońce, ruch, wiatr we włosach 😉 i resztki jesieni za oknem.
To niebywałe jak bardzo zmienia się świat w promieniach słońca 🙂

Było dużo śmiechu …

i dobrej zabawy. Marta na świętowanie swoich 12 urodzin zaprosiła wąskie grono tych najbliższych jej nastoletniemu sercu. Siedząc w pokoju Tymka i bawiąc się ze Staszkiem miałam niezwykłą przyjemność słuchać głośnego i serdecznego śmiechu towarzyszącego dobrej zabawie. Szalenie się cieszę z tego, że dziewczyny bawiły się aż tak dobrze, że stwierdziły iż następne urodziny robią przez trzy dni 🙂

Mała fotorelacja:

wyciszenie

jest mi potrzebne jak sen … bo przecież to powiązane jest ze sobą – sen i wyciszenie. Codzienne poranne przemierzanie drogi do pracy na dwóch kółkach jest terapeutyczne, wyciszające negatywne emocje. Ale sen spokojny i nieprzerwany także jest mi potrzebny :), a Staszek jakby o tym nie wiedział, a właściwie to jego zęby pozostają nieczułe na fakt konieczności snu u mamy, czyli mnie. Czytaj dalej wyciszenie

kolorowo

Nie mogę się nadziwić kolorom, jakie mnie otaczają. Nie umiem tego wyrazić słowami. Taki bezsłowny zachwyt nad światem. Widać go w oczach i na twarzy, i w uśmiechu. Tyle liści w których można brodzić, które fantastycznie szeleszczą pod stopami, które Tymek układa w bukiety. Feeria barw. A jak w górach musi być cudnie!!! Jak dobrze, że świat potrafi tak zachwycać i że umiem to dostrzegać, pomimo zmęczenia (które w końcu minie), pomimo wrzasków Stacha (które są przecież chwilowe w perspektywie dnia), pomimo małych kłamstwem i obchodzenia prawdy przez Martę i Tymka (którzy sprawdzają granice mojej wytrzymałości).