O dawaniu i braniu

Przy pieczeniu pierwszej szarlotki w tym sezonie myślę o Chustce.
Myślę o mojej krwi.
Myślę o przyjaźni z ludźmi ciężko chorymi, nieuleczalnie chorymi, o przyjaźni z ludźmi w hospicjach.

Myślę też o dawaniu życia – w różnej formie.
Moje bycie człowiekiem, moje życie ma tyle odcieni przez to, że tylu ludzi i tak wiele spraw otacza mnie każdego dnia, wymusza decyzje, obieranie kierunku, powoduje nieustanną konfrontację.

Myślę o dawaniu w ogóle.
A o braniu?
Czasami mam wrażenie, że jak daję to i biorę.
Wdzięczność, uśmiech, spojrzenie, dobre słowo.

Tak niewiele potrzeba do dawania i do brania.
Żyć trzeba. Kochać trzeba. Kochać życie trzeba.

zachwyt

Dwa miesiące temu lipa pachniała tak intensywnie, że przystawałam zadziwiona. Pszczoły uwijały się jak w ukropie 🙂 Cudowna muzyka dobywała się w wieczornej już porze z korony drzew lipowych. Dziś wiał silny ciepły letni jeszcze wiatr i padał deszcz pachnący letnim powietrzem. Mimo, iż wędrowałam wówczas, a w sumie biegłam do domu pchając przed sobą wózek ze Staszkiem – zachwyciło mnie to. Podobnie jak popołudniowa frappe czy błękitno-czerwone niebo na horyzoncie. Czytaj dalej zachwyt

dziecięce obrazki

Czasami łapię się na myśli, że obecność Staszka w naszym domu jest taka nieoczywista i oczywista jednocześnie. Nie mogę się niekiedy nadziwić temu, że jest.
Patrzę na niego, potem przenoszę wzrok na Martę, i dalej zatrzymuję się na Tymku.
Zadziwiająca rzeczywistość, wymagająca rzeczywistość. Łaskawa.

To wielkie szczęście. Czuję się bogata, choć niejednokrotnie zmęczona, czasami nawet zniechęcona z nieodpartym wrażeniem, że to jednak mnie przerasta, albo za chwil parę przerośnie.

Tak bardzo namacalnie można czuć rozwój, wzrastanie, dojrzewanie, z tak bliska przyglądać się zmianie.