Moja historia

Zbieram w małym skarbczyku takie chwile jak choćby ta, kiedy w moim sercu gości radość, bo wędrując w śniegu po kolana docieram na szczyt Kowadła. Oczywiście nie obędzie się po drodze bez kilku ostrzejszych słów do młodszych uczesników wyprawy, no ale cóż jeśli ktoś nie słucha spokojnej gadaniny, to musi posłuchać kilku mniej przyjemnych słów. Tak czy inaczej – wyprawa dzisiejsza na Kowadło w zimowym słonku i przy temperaturze -10 w cieniu – zalicza się do bardzo udanych – w ocenie mojej, ale i innych członków wyprawy 🙂

Skrzący się śnieg, a w sumie to nawet nie śnieg, tylko lodowe blaszki pokrywające metrową ponad warstwę puchu, słońce tańczące w tychże lodowych blaszkach, błękitne niebo nad głową, droga, której nie ma, bo zasypał ją śnieg i cisza jak zalga nad lasem w momencie gdy wyciszą się wszystkie nasze głosy.

Tak, to właśnie przechowuję w moim skarbczyku, wkładam między kartki codzienności, jak liście jesienne między kartki najgrubszej w domu książki. Dlaczego? Może powiem na co mi się to wcale nie przyda (I hope so!) – nie będę sięgać po te wydarzenia, chwile szczęścia, aby powiedzieć „Kiedyś to było fajnie, nie to co teraz.”. Nie. Potrzebne mi są w skarbczyku, aby tworzyć moją własną, niezapomnianą, niezwykłą, choć codzienną historię życia. Moje małe przegrane i zwycięstwa, moje radości i smutki, moje zwątpienia i nadzieje … moja historia.

To dla mnie bardzo pocieszająca myśl: piszę moją historię każdego dnia. I chwile, które przeżywam nie są bez znaczenia, ludzie, których spotykam – tym bardziej. To wszystko co się dzieje kształtuje mnie, ubogaca. Nawet te przykre, trudne i ciężkie chwile. Te także.

Cieszę się, że jestem – tu i teraz. Żyję. Cieszę się.

Autor

Jaskóła

Cóż można powiedzieć o Jaskółce - że czarny sztylet, że ruchliwa, uśmiechnięta i ... żywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.