Tymoteusz
Jutro minie 7 lat jak na świecie pojawił się Tymoteusz. Wzruszam się na myśl o jego narodzinach. Tak bardzo czułam jak się rodzi, jak współpracujemy ze sobą - on i ja i Krzyś, jak chcemy wyjść sobie na spotkanie. Trudno opisać.
Jutro minie 7 lat jak na świecie pojawił się Tymoteusz. Wzruszam się na myśl o jego narodzinach. Tak bardzo czułam jak się rodzi, jak współpracujemy ze sobą - on i ja i Krzyś, jak chcemy wyjść sobie na spotkanie. Trudno opisać.
Zdobyłam nową wiedzę.
Ktoś powie, że niepotrzebną - no możliwe, ale każdy ma nieco inną perspektywę spoglądania na świat, a w szczególności na swoje życie.
padam na twarz, zmęczona jestem tempem życia i pracy w ostatnim czasie
ale jedna myśl krąży po głowie, może właśnie przez to ciągłe gonienie czasu
to, co możemy dać sobie nawzajem to jest właśnie CZAS
tak … wybór należy do nas
… no to idę spać
zajmująca co najwyżej sekundę … MYŚL, ODCZUCIE, POCZUCIE pełnego szczęścia. Miewacie takie coś?
I wówczas w moim sercu rodzi się wdzięczność za moje życie dokładnie takie, jakie jest w tej chwili - bez żadnych “szkoda, że”.
I wypełnia mnie radość ogromna. I spokój.
Niewypowiedziany żal, chowane urazy, zazdrość i ponuractwo. Brak dialogu, mówienie nie tego co myślimy, udawanie, że nic się nie stało, obmawianie, plotkarstwo … jeszcze wymieniać? A jak nazwać to wszystko jednym słowem? PIEKŁO. Pielęgnujemy w sobie piekło. Sami sobie na ziemi Piekło tworzymy. Ot co.
I sięgam pamięcią, sercem i wspomnieniami 11 lat wcześniej … która to szufladka była … (drapię się w głowę) Ach! Ta, żadna inna. Prawie dokładnie 11 lat temu - pierwszy taniec … pierwsze wyśpiewane słowa … tyle lat temu, a Krzysiek pamięta (no wiele spraw nie do końca pamięta