co mogę dać światu

wakacje
michelle obama
poczucie własnej wartości
porównywanie się z innymi
czerpanie od innych
kobieta
uczucia
wspólnota

nie chcę porównywać się do innych kobiet
chcę doceniać siebie za to co umiem, w czym jestem dobra, za podejmowanie wyzwania
od innych kobiet chcę brać to co najlepsze:
jeśli są mądrzejsze, niech ich mądrość będzie dla mnie wysoko podniesioną poprzeczką lub dobrym doświadczeniem, którego nie muszę powielać
jeśli są piękniejsze, niech pokażą mi jak dbać o siebie
jeśli są odważniejsze, niech nauczą mnie skąd czerpać odwagę

a jeśli rywalizować, to aby doskonalić siebie, a nie udowadniać światu, że jestem coś warta

chcę przekuwać różnice w pozytywne emocje, umiejętności i ciekawe doświadczenia

niech Niebo strzeże mnie od nienawiści, zazdrości i oczerniania

niech obdarzy radością, wyrozumiałością i ciekawością świata

przemyślenia po lekturze Becoming Moja historia, dwóch tygodniach wspólnego gospodarzenia z Ewką, przyjaźni z Iną i Białą, pracy z Anią, wędrowaniu z Martą, rozmowach z Teresą, spotkaniu z Kingą i wieloma innymi kobietami, które podziwiam i szanuję, które pomagają mi tworzyć niesamowitą mozaikę swojego życia 🙂

bo życie jest jedno

Chwytaj dzień
tak by znaleźć swój rytm
chwytaj dzień
ciesz się chwilą i żyj
zawsze idź za głosem serca
a dojdziesz tam gdzie chcesz
chwytaj dzień
z całej siły go łap
chwytaj dzień
aby czuć życia smak

Po-górze, po-dzięki

Oddycham głęboko.
Zasypiam i budzę się wpatrując się w widok na Pilsko.
Ptaki śpiewają już od 3:58
Spokój. Pokój. Radość.
Poranna kawa na tarasie.
Góry. Bieganie. Leśna ścieżka. Kamienie. Wodospad. Zmęczenie.
Słońce przeplatające się z zielenią.
Bezkresna dal gór.
Radość. Spokój.
Dziękuję.

Radość

Cieszę się, że jestem.

Codziennie wstaję.
Jestem.
Oddycham.
Muszę czasem zamknąć oczy, aby nabrać dystansu.
Do rzeczywistości.
Ale cały czas oddycham.
Biegam.
Przytulam się.
Pracuję.
Marzę.
Sprzątam.

Uśmiecham się.

I choć coraz głębiej muszę sięgać po tę radość, to warto.
Przywraca rytm oddechu. Sens.

I znowu jestem 🙂

Cytrynowy domownik

Zawsze chciałam mieć geranium. Uwielbiam zapach jej listków.
Dawniej jeszcze w mieszkaniu na Wildzie w babci pokoju na parapecie stało geranium. Lubiłam je wąchać. Ma taki orzeźwiający zapach, pełen radości.

Teraz stoi na moim parapecie. Przywołuje ciepłe wspomnienia.
Może stanie się moim antidotum na smutek?

Szum

Siedzę na balkonie z kieliszkiem wina, kubkiem kawy, innym dobrem w stanie płynnym. W myśl akcji #zostanwdomu

Mam to szczęście, że brzoza rośnie tuż obok i wysoka jest już na 4 piętra. Szumi. Młodziutkie liście, które dopiero co pojawiły się na gałązkach delikatnie porusza wiatr. Ciekawe jak to jest słyszeć wokół muzykę. Jak Jerzy Maksymiuk. Jak Elżbieta Sikora. Każdy szelest, plusk, brzdęk, szum, każdy dźwięk zamienia się w muzykę.

Zamyka oczy. Łapię chwilę. Oddycham nią. Wsłuchuję się.
W parku nie krzyczą dzieci, nie szczekają psy.
I z całą mocą przychodzi do mnie piękno chwili.
Spokój. Pokój. Radość. Wzruszenie.

Dziękuję.

Deszczowy Śmigus

Poniedziałek Wielkanocny rozpoczął się deszczem, wiosennym, pachnącym. Miasto milczy. Ptaki śpiewają.

Tak jak podczas wakacji. Po upalnych dniach przychodzi deszczowy. Siadasz do książki, do planszówki, do pamiętnika. Wyglądasz przez okno na krople deszczu zatrzymane na szybie, na rynnie, na gałęziach drzew.

Spokój. Zaduma. Odpoczynek.

Na rozmowę, długie śniadanie, poranną kawę bez pośpiechu.

I choć za oknem nie mam teraz ukochanego krajobrazu Gór Bialskich, który aktywuje moje energetyczne pokłady, chcę, aby ta wiosna, taka inna, miastowa, domowa była czasem odnalezienia kilku pomysłów zostawionych na później. Znalezienia czasu. W ten sposób mogę dotrzeć do samej siebie. Zagubionej gdzieś w szalonym tempie codzienności, prowadzeniu firmy, domu, zniechęceniu i swego rodzaju odrętwieniu twórczym.

Czas na życie

Czas na poszukiwanie siebie.
Czas na powrót do spraw wciąż odkładanych na później.
Czas na spowolnienie oddechu, uśmiech, zatrzymanie się.

Czas na docenianie drobnych, zwykłych rzeczy.
Bułeczek, które wyszły prima sort.
Włosów Staszka, które udało mi się przyciąć w całkiem zgrabną fryzurkę i nie jest to przejechanie maszynką całej głowy 😉
Zakupów, które udało się sprawnie i bez kolejki załatwić.
Deski serów, którą teraz smakuję.

Czas na życie.

Ptasie Radio

Miasto zamarło.
I nie są to godziny późno w nocy czy wcześnie nad ranem. Stan taki trwa większość dnia i całą noc.
Zrobiło się ciszej. Spokojniej. Choć dziwnie pusto.
Ale słychać ptaki. Skowronki, drozdy, kosy.
Do tej pory nad ranem jedynie krakały wrony lub kłóciły się sroki.

Znaleźliśmy ze Staszkiem noclegownię ptasią. Gwar niczym w Ptasim Radiu. Na drzewach mnóstwo ptaków, siedzą parami.
Świergocą, że aż się gęba sama w uśmiech układa.

I wróciło do mnie wspomnienie z dzieciństwa. Wildeckie podwórko w letni wieczór. PKSy za oknem przestały pracować. Robiło się ciszej. Na trzepaku gramy w kolory. Gwar i śmiech. Starsze panie oparte o parapety swoich okien, poduszki pod łokciami. Rozmawiają ze sobą przez okna. Takie okienne spotkania.

Może teraz do nich wrócimy. Do rozmowy. Spotkania. Bycia z człowiekiem, który żyje obok.