sobotnie letnie lipcowe popołudnie

Staszka śmiech dziecięcy, Tymka pełne radości i szczęścia oczy, Marci piękne włosy do pasa (kiedy one tak urosły!), Mamam szczęśliwa na widok urodzinowego prezentu, Ania w zwiewnej turkusowo-wakacyjno-letniej sukience, Marcin z pasją opowiadający o ogrodzie w Zielnikach, Fifi dmuchający urodzinowe świeczki, Kuba przycinający gałęzie, Terka z nowym kolorem we włosach, Arek śpiący na fotelu, Hania „sam ślicz” w zielonym kapelusiku, Niki z zapamiętaniem oddający się czołganiu na brzuchu w celu badania świata, babcia pragnąca naszej uwagi, uśmiechów i przytulania, zamknięta za durnymi pozami i minami, Tai-chi leżąca na trawniku obok stołu urodzinowego, Tatko patrzący na nas wszystkich z góry. Zielniki w sobotnie letnie lipcowe popołudnie.
Małe obrazki z wczorajszego dnia. Zostają w pamięci, jak kadry z filmu czy fotografie rodzinne. Lubię takie obrazki. Wieszam je na ścianach pamięci. Przechowuję. Czasami powracają do mnie z radosnym śmiechem, czasami płyną wraz z łzami.
Ludzie – bliscy od urodzenia, od dzieciństwa, od dawna i niedawna – bliscy tylko z nazwy, choć czasem dalecy. Mieszanina osobowości i temperamentów, podejścia do życia, do spraw codziennych, tych banalnych i niebanalnych. Ścieranie się, wspólne łzy i śmiech. Czasami jestem zmęczona ciągłym przepływem ludzi, napływającymi wraz z nimi problemami, pretensjami. Czasami chciałabym, aby dom Mamam był przystanią, w której się odpoczywa. Ale w moim życiu przystanie są gdzie indziej. A Zielniki to miejsce spotkania, które raczej porównać można do ulu. Tak jest i tak widocznie ma być. Ludzie, miejsca, spotkania.

Autor

Jaskóła

Cóż można powiedzieć o Jaskółce - że czarny sztylet, że ruchliwa, uśmiechnięta i ... żywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.